Lato dobiegało końca. Na drzewach coraz częściej pojawiały się złote liście, a wokół leżało mnóstwo kasztanów. Dla Rysia i jego rodziny zbliżająca się jesień była wyjątkowa, Rysio niebawem miał pójść do pierwszej klasy.

Było ciepłe i słoneczne popołudnie. Rysio jak co dzień układał puzzle w swoim pokoju. Od dziecka była to jego ulubiona zabawa. Nagle do pokoju chłopca wszedł tato.

TATO RYSIA: Cześć Rysiu.
RYSIO: Cześć tato.
TATO RYSIA: Pamiętasz synku, że za parę dni rozpoczyna się rok szkolny i idziesz do pierwszej klasy?
RYSIO: Pamiętam – odpowiedział radośnie.
TATO RYSIA: Czas najwyższy, żeby pojechać na zakupy i kupić ci niezbędne przybory.
RYSIO: Super! – zawołał.
TATO RYSIA: Tylko co potrzebujemy? Musimy zrobić listę aby o niczym nie zapomnieć.
Rysio podał tacie kartkę papieru i długopis aby spisał listę zakupów.

RYSIO: Na pewno muszę mieć plecak.
TATO RYSIA: Zapisuję, plecak.
RYSIO: Będę potrzebował też piórnik, długopisy i kredki.
TATO RYSIA: Piórnik, długopisy i kredki – powtarzał pod nosem.
RYSIO: To chyba wszystko. Myślisz tatusiu, że powinniśmy kupić coś jeszcze?
TATO RYSIA: Wydaje mi się, że wszystko zapisaliśmy, ale warto zapytać mamę.

Rysio poszedł z tatą do kuchni gdzie mama przygotowywała przepyszne czekoladowe babeczki.

RYSIO: Mamo, zrobiliśmy listę zakupów. Zobacz, myślisz że coś jeszcze będę potrzebował do szkoły?
Mama uważnie przeczytała wszystkie pozycje na liście. Po czym zwróciła cenną uwagę.

MAMA RYSIA: Na liście nie ma zapisanych zeszytów, ołówków i gumki do mazania, a będziesz tego potrzebował do nauki pisania i liczenia.
Tato wziął od Rysia listę zakupów.
TATO RYSIA: Już zapisuję. Zeszyty, ołówki i gumka do mazania – cicho powtarzał pod nosem.

Rysio pojechał z tatą do sklepu. Gdy byli na miejscu zapytał:
RYSIO: Tato, mogę pchać wózek?
Rysio za każdym gdy rodzice robią zakupy chce pchać wózek. Gdy był młodszy rodzice mu nie pozwalali, nie poradziłby sobie z pchaniem pełnego, ciężkiego wózka. Od kiedy jest trochę starszy a zakupy nie są duże, rodzice pozwalają kotkowi pchać wózek.
TATO: Dobrze synku.
RYSIO: Hurra!

Rysio wszedł z tatą do sklepu i od razu udał się do alejki z przyborami szkolnymi. Dobrze znał sklep, rodzice zawsze robili w nim zakupy.
RYSIO: Zobacz tato ile tu jest plecaków!

TATO RYSIA: Bardzo dużo. Który ci się najbardziej podoba?
RYSIO: Ten! – kotek wskazał na niebieski plecak.
TATO RYSIA: To go weźmiemy.
Rysio włożył niebieski plecak do wózka i poszedł do alejki z długopisami.

RYSIO: Ile długopisów będę potrzebował?
TATO: Weź pięć długopisów.
Rysio przez chwilę zastanowił się ile to jest pięć długopisów. Zaczął sobie cicho powtarzać biorąc do ręki każdy długopis z pojemnika. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć.
RYSIO: Dobrze policzyłem tato?
TATO RYSIA: Znakomicie synku! Jestem z ciebie bardzo dumny.

Rysio włożył długopisy do wózka i zaczął szukać kolejnych przyborów. Gdy wszystkie skompletował, zaczął iść z tatą w kierunku kasy. Przy kasie ustawiona była wystawa z pięknymi budzikami.

RYSIO: Spójrz tato, jakie piękne budziki! Jaki ładny jest ten pomarańczowy. Najładniejszy budzik jaki kiedykolwiek widziałem!
TATO RYSIA: Chciałbyś go?
RYSIO: Tak, bardzo.
TATO RYSIA: Dobrze, kupimy też budzik.
RYSIO: Super! – zawołał. Dziękuję tatusiu!
Rysio włożył budzik do wózka i podszedł do kasy.

RYSIO: Dzień dobry.
PANI KASJERKA: Dzień dobry, widzę że ktoś tu niedługo idzie do szkoły.
RYSIO: Idę do pierwszej klasy! – powiedział dumnie.

Rysio rozłożył zakupy na taśmę a gdy pani kasjerka skasowała wszystkie, włożył je do wózka. Gdy wyszedł z tatą ze sklepu, na okrągło powtarzał „Nie mogę się doczekać aż pójdę do szkoły, ale będzie super!”.

